czwartek, 4 stycznia 2007

Śnieg... (autor: David Copperfield)

"Każdy przeżywa i doświadcza magii w inny sposób. Sto lat temu, kiedy Louis i Auguste Lumiere stworzyli cinematographe, pierwsi ludzie, którzy zobaczyli poruszające się na ekranie światłocienie, pomyśleli, że to czary; pierwsi ludzie, którzy przez trzymany w ręce instrument usłyszeli głosy mieszkających w odległości wielu mil przyjaciół czy krewnych albo usłyszeli muzykę wydobywającą się z pudełka zwanego radiem, pomyśleli, że to czary. Dla mnie pierwszym spotkaniem z magią był widok białych płatków lecących z nieba i topniejących na mej dłoni..." D.C.

Na swoim łóżku pod oknem Adam starannie ułożył w stos wszystkie poduszki, które mógł znaleźć. Następnie przetarł zimną szybę, robiąc dwa kółka, po jednym na każde oko, i oparł podbródek na parapecie, aby utrzymać równowagę. Czekał. Wydawało mu się, że spędził w tej pozycji całą wieczność, zanim zobaczył dziadka i babcię. Oboje byli w długich, czarnych płaszczach, ale on rozpoznał ich z daleka, ponieważ babcia miała na sobie swój szal, ten fiołkoworóżowy, który sama robiła szydełkiem. Kiedy podeszli bliżej, trzymając się pod ręką i wzajemnie podpierając, Adam wyskoczył z łóżka i wybiegł w piżamie na dwór, aby ich powitać. Dziadek pochylił się, uniósł go i mocno uściskał.


- Myśli, że ciagle jesteś tak młody jak on - powiedziała babcia, czochrając pieszczotliwie włosy Adama i obejmując ich obu. Adam odwrócił głowę, aby spojrzeć na nią, i wtedy mignęło mu przed nosem coś jasnego, białego. Zamknął odruchowo oczy, a kiedy je otworzył, zobaczył, że szal babci jest usiany małymi kawałeczkami czegoś białego, co zdaje się spływać z nocnego nieba. Czegoś magicznego, czegoś, czego nigdy przedtem nie widział.

- Chodźcie do środka, bo zamarzniecie na śniegu! - zawołała jego mama.- Na śniegu - powtórzył Adam. Wyciągnął znowu ręce, aby nałapać więcej białych płatków. Obserwował, jak opadają na jego dłoń. W pierwszej chwili były miękkie i puszyste, po czym zaraz topniały i znikały. Spojrzał w niebo, otworzył usta i wyciągnął język, chcąc sprawdzić, czy uda mu się w ten sposób trochę ich złapać. Zanim Adam ponownie zobaczył dziadka, nadeszły i minęły jego czwarte urodziny. Stało się tak głównie dlatego, że chłopiec wraz z rodzicami przeniósł się na Florydę. Teraz rodzice powiedzieli mu, że babcia wyjechała na zawsze, a dziadek jest samotny i nie czuje się zbyt dobrze. Tak więc dziadek sprowadził się z New Jersey - prosto do pokoju gościnnego - przywożąc ze sobą fotel inwalidzki, wysłużony fotel na biegunach, jedną walizkę ubrań i fiołkoworóżowy szal. Z tym samym radosnym oczekiwaniem, które czuł każdego dnia od czasu, gdy dziadek z nimi zamieszkał, Adam otworzył drzwi jego pokoju. Starzec spał, cicho pochrapując, tak że chłopiec wśliznął się ostrożnie na stary fotel na biegunach z drewna klonu, który stal przy łóżku, i wygodnie się w nim usadowił.

- Cześć, babciu - wyszeptał, uśmiechając się do znajomej fotografii na stoliku nocnym dziadka, tej samej, którą zrobiła jemu i dziadkom mama tego ostatniego dnia w domu w New Jersey. Tego dnia, kiedy padał śnieg. Adam kochał tę fotografię. Przypominala mu o babci, przypominała o nich trojgu, przypominała o śniegu. Przesunął palcem po konturach twarzy babci, jak to już robił tysiące razy. Znał każdy włos jej kunsztownie ułożonej fryzury, każdą zmarszczkę na jej twarzy. Z New Jersey potrafił sobie przypomnieć tylko to ostatnie popołudnie - białe płatkie opadające na babciny szal, obejmujących go babcię i dziadka, śnieg topniejący na jego dłoniach i języku. Adam ściągnął z oparcia fotela szal babci i owinął się nim. Wtulił w niego twarz, rozkoszując się jego miękkością.

- Masz dla mnie całuska, Adamie? - zapytał jego dziadek ochrypłym po śnie głosem, który chłopiec tak kochał. Adam zeskoczył z fotela i objął dziadka, przyciskając usta do jego twardego policzka. Nie czekając, aż zostanie poproszony, położył szal na łóżku i nalał starcomi szklankę wody. Następnie wdrapał się radośnie na łóżko i przytulił głowę do kościstego dziadkowego ramienia.

- Chcesz się pobawić? - zapytał po chwili. Dziadek ponownie ułożył głowę na poduszce. Jego oczy były na wpół zamknięte, a jedną rękę przyciskał do serca.

- Dobry pomysł, Adamie. Już wkrótce będę bardzo zmęczony, a więc zabawmy się teraz. To tak właśnie chłopiec się dowiedział, zanim mu o tym powiedziano, że jego dziadek umiera. Nie wiedział dokładnie, co to oznacza, tyle tylko, że ma to coś wspólnego z niebycie już więcej.

- Wymyśl coś specjalnego - powiedział dziadek.

- Ja zamkne oczy i trochę odpocznę, a ty mi zrobisz niespodziankę. Adam nie musiał długo myśleć. Wiedział, co sprawi radośc jemu i równie mocno uraduje dziadka. Rozejrzał się po pokoju w poszukiwaniu tego, czego potrzebował. Kiedy to zobaczył, zsunął się z łóżka i ściągnął ze stolika notatnik. Skoncentrował się i wydarł z niego pierwszą kartkę. Odgłos dartego papieru obudził dziadka.

- Co ty robisz Adamie?

- Robię śnieg - wyjaśnił chłopiec. Coraz szybszymi ruchami podarł kartkę na malutkie kawałki, po czym rzucił je w górę.

- Popatrz, dziadku - powiedział, machając rękami i kręcąc się w kółko.

- To śnieg. - Jest piękny. - Dziadek był już całkowicie obudzony i siedząc na łóżku, obserwował, jak ostatnie kawałeczki opadają na podłogę. Adam kontynuował zabawę do czasu, aż podarł na strzępy ostatnią kartkę, a podłogę pokryła warstwa bieli. Kiedy już nasycili się widokiem śniegu, dziadek zasugerował, żeby Adam posprzątał wszystko, zanim przyjdzie jego matka. Niechętnie, z oporami, chłopiec zmiótł cały śnieg i wrzucił go do kosza na śmieci. Przez dwa następne dni Adamowi zezwalano tylko na to, aby zerknął do pokoju dziadka i powiedział mu dzień dobry. Trzeciego dnia dziadek wydawał się znowu taki sam jak kiedyś. - Wcale się nie bałem, że mnie opuścisz, dziadku - odezwał się Adam. Nie zamierzał tego powiedzieć, ale słowa mu się jakoś same wyrwały.

- Opuścić? - Dziadek roześmiał się cicho i wskazał ręką swój fotel inwalidzki, który stał złożony w narożniku pokoju.

- Dokąd miałbym się udać, jeśli moje serce jest tutaj, przy tobie? - Popatrzył w oczy wnuka i jego głos spoważniał.

- Co ty próbujesz mi powiedzieć, Adamie? Chłopiec milczał. Chciał powiedzieć: "Wiem, że niedługo umrzesz i że to nie jest w porządku", ale coś go powstrzymało. - Pamiętasz ten dzień, kiedy robiłeś śnieg? - zapytał dziadek, który domyślił się przyczyny lęków Adama.

- Powiedziałem ci wtedy, że pewnego dnia będę naprawdę zmęczony...

- Tak, ale... - Hola, poczekaj chwilkę. - Dziadek uniósł rękę; skóra na niej była tak cienka, że prawie przezroczysta. - Porozmawiamy później. Wskazał nowy notatnik, który leżał na jego nocnym stoliku. Adam wyciągnął po niego rękę, po czym zerknął na dziadka, który uśmiechnął się konspiracyjnie i powiedział:

- Tym razem podrzyj to na naprawdę malutkie kawałeczki. Okno było otwarte, dzięki czemu od morza wpadała do pokoju ciepła bryza, utrzymując rozrzucany przez Adama śnieg dłużej w powietrzu. Długo tańczył wśród opadających płatków - tak długo, że zarówno on, jak i dziadek zapomnieli o upływie czasu. Kiedy sobie o tym przypomnieli, było już za późno. Otworzyły się drzwi i w progu ukazała się matka Adama.

- Och, Boże. Co za bałgan. Adam zerknął na dziadka, który mrugnął do niego, ale nic nie powiedział. Nie czekając na dalsze wyrzuty, chłopiec obiecał:

- Ja to posprzątam, mamo. I posprzątał. Następnego ranka dziadek Adama już nie żył. Pod wieczór zabrali go z domu. Dziadek był jego przyjacielem, kolegą, doradcą - jego jedynym towarzyszem zabaw. Adam czuł się samotny, opuszczony i zagubiony. Odwiedzanie pokoju dziadka niewiele pomagało, gdyż matka urządziła w nim pomieszczenie do szycia. Gdyby nie fotografia i fiołkoworóżowy szal, Adam mógłby dojść do wniosku, że dziadek i babcia nigdy nie żyli. Fotografię - tę, na której stali we troje tego dnia, gdy spadł śnieg - przechowywał w swoim pokoju. Spał z nią pod poduszką, owinięty szalem babci, ale to nie wystarczało. Dziadek i babcia odeszli, i to nie było w porządku. Śnił o nich każdej nocy. Dziadek zawsze stał w śniegu, a i babcia zawsze tam była. Wołał - Dziadku! i wyrywany ze snu własnym głosem, budził się na poduszce mokrej od łez. Pewnej nocy po takim śnie owinął fotografię w szal babci i wybiegł na zalaną światłem księżyca plażę. Rozwinął szal i położył go na piasku jak plażowy ręcznik. Ustawiał właśnie fotografię, kiedy nadleciał do niego niesiony przez wiatr kawałek papieru. Chwycił go i zgniótł w palcach. Podarłszy papier na drobniutkie kawałki, rzucił je w powietrze, zamknął oczy i wyciągnął ręce. Otwarte dłonie skierował w stronę nieba i zamarł w bezruchu, czując, jak wiatr rozwiewa mu włosy. Po chwili otworzył oczy. Szal babci był usiany drobnymi plamkami czegoś, co zdawało się spływać z nieba. Płatki były także na jego rzęsach i nosie. Adam obserwował, jak śnieg opada na jego dłoń. W pierwszej chwili płatki były miękkie i puszyste, po czym zaraz topniały i znikały. Spojrzał w niebo, otworzył usta i wyciągnął język, chcąc sprawdzić, czy uda mu się w ten sposób trochę ich złapać...


Brak komentarzy: